Inne

Stary koc, krem Nivea i moja książka…

nievaJak Wam minął weekend kochani? Mnie cudownie :)! Baaaaardzo spokojnie i relaksująco. Wybraliśmy się z mężem i dwójką naszych maluchów nad jezioro. Pogoda oczywiście dopisała bo w cieniu słupki rtęci pokazywały dwadzieścia siedem stopni! Więc możecie sobie wyobrazić jak cudownie było ten czas spędzić nad jeziorkiem. Oczywiście pojechaliśmy świetnie przygotowani, czyli kremy przed i po opalaniu Nivea, czapki na głowy i kosz z napojami i przekąskami. Naszym pierwotnym planem był wypad na plażę nad morze, ale w związku z tym, że bardzo rzadko jeździmy nad jezioro wybraliśmy opcję numer dwa ;). Wyjazd był bardzo udany z wyjątkiem jednej małej nieprzyjemnej sytuacji. W związku z tym, że jest nas czworo bardzo lubimy zażywać kąpieli wspólnie. Świetny chaos i kupa śmiechu ;). Poprosiliśmy dwie panie leżące obok nas na ręcznikach aby popilnowały nam rzeczy. Klucze, dokumenty i pieniądze zostawiliśmy w samochodzie bo jak to się mawia ‚strzeżonego Pan Bóg strzeże”. Na kocu zostały dwie książki, krem do opalania Nivei, okulary przeciwsłoneczne, torba z ubraniami i koszyk z jedzeniem. W zasadzie nic nadzwyczajnego… . Panie leżące obok odpowiedziały, że totalnie nie ma problemu i możemy śmiało się kąpać nawet godzinę bo one się nigdzie nie wybierają. Bardzo to miłe więc grzecznie podziękowałam i zapewniłam, że spędzimy w wodzie maksymalnie pół godziny. Kąpiel w jeziorze była świetna! Woda cieplutka, dzieci szczęśliwe, a my z mężem zrelaksowani. Co jakiś czas zerkałam na plażę, aby się upewnić czy wszystko w porządku i nagle gdzieś po około piętnastu minutach widok mnie bardzo zdziwił bo zobaczyłam, że nasze ‚opiekunki’ są nieobecne. Wyszłam z wody i poszłam sprawdzić co się dzieje. Możecie sobie wyobrazić w jak ciężkim szoku byłam, kiedy podeszłam i okazało się, że nie dość, że nie ma tych pań to w dodatku brakuje naszego koca, mojej książki i kremu?! Niestety nikt nie widział tych pań więc zostaliśmy zmuszeni do zakupu nowego kremu. Na szczęście mieliśmy w samochodzie ręczniki więc obyło się bez ich kupowania. Generalnie możecie sobie wyobrazić??? Po co komuś zwykły krem Nivea, książka i używany koc??? Totalnie nie rozumiem logiki tych pań – złodziejek hyh. Dłużej się zastanawiając stwierdziliśmy zgodnie z mężem, że i tak nie ma tego złego.. bo przynajmniej zostawiły kosz z jedzeniem i torbę z ubraniami ;). Pomimo tego przykrego incydentu plażowanie i tak było super więc jeżeli taka pogoda będzie za tydzień, wybierzemy się nad jezioro ponownie. Może znowu spotkamy te „miłe Panie” i tym razem ja im coś popilnuję ;)?